27 Marca Voluntary Service
Słodko-gorzka Boliwia

„Był słodko-gorzki”. To moja odpowiedź, gdy ktoś pyta, w jakich „dwóch słowach” opisałabym wyjazd do Boliwii.


Słodki, bo Ameryka Południowa jest kontynentem, na który lubię wracać. Boliwia urzeka feerią kolorów, zwłaszcza, że trafiliśmy tam w czasie przygotowań do karnawału. Najsłynniejszy odbywa się w Oruro, w tygodniu poprzedzającym Wielki Post. I chociaż my wracaliśmy dużo wcześniej, to udało się nam „załapać” na rozpoczęcie karnawału w Cochabambie, by zobaczyć na własne oczy popis tańców i niezwykle bogatych kostiumów.

Wyjazd był słodki, bo czyż nie cudownie jest zrzucić kurtki i swetry w środku zimy i rozkoszować się słońcem i latem? Ale to były tylko dodatki do tego, co było prawdziwą esencją wyjazdu – naszego pobytu w domu dla dziewcząt w Cochabambie.

Zaczęło się od wzruszenia, bo wymęczeni długą podróżą zostaliśmy przywitani niezwykle serdecznie. Przyjechaliśmy wcześnie rano, czyli przed wyjściem dziewczynek do szkoły i cała ich gromada powitała nas flagami – boliwijską i polską, biało-czerwonymi kwiatami, piosenką i mnóstwem uścisków. Byliśmy ogromnie wzruszeni. Serca zostały skradzione natychmiast. Następne dni tylko pogłębiały te tworzące się serdeczne więzi.

Dziewczynki chętnie spędzały czas z nami, a my z nimi. W domu żyje około 60 dziewcząt, 20 dziewczynek wczesnoszkolnych, 20 ze szkoły średniej i około 20 studentek. Dom, tak – dom, nie ośrodek, bo czuć w nim serdeczność i rodzinna atmosferę na każdym kroku – działa jak w przysłowiowym zegarku. Dziewczynki są wspaniale zorganizowane i dzielą między siebie obowiązki sprzątania, gotowania, doglądania siebie nawzajem w przygotowaniach do szkoły (lekcje, czesanie, ubieranie). A w czasie wolnym spędzają czas na powietrzu przed domem, korzystając z ogrodu, małego placu zabaw, oraz najnowszego hitu – świeżo wybudowanego boiska (dzięki akcji odpisania 1,5% podatku przez sercańskich Darczyńców), gdzie mogą grać w piłkę oraz tańczyć, nawet w deszczowe dni, bo boisko znajduje się pod wiatą. Zresztą, sami mogliśmy tego doświadczyć, bo dziewczynki przygotowały dla nas wspaniały pokaz tańców na nasze pożegnanie, który trwał ponad 3 godziny (!), prezentując tańce z różnych regionów Boliwii. Miało nam to zrekompensować wyjazd z Boliwii przed karnawałem. A pokaz był iście królewski! Taniec bowiem to jedna z ulubionych aktywności dziewcząt. My za to mieliśmy okazję nauczyć je poloneza. Mogłabym pisać o dziewczynkach jeszcze długo, bo są naprawdę wspaniałe, radosne, serdeczne – to był zaszczyt i radość móc spędzać z nimi czas. Widać było, że radość jest odwzajemniona i dziewczynki chętnie uczestniczyły w proponowanych grach i zabawach, od sportowych, przez taneczne po kuchenne pieczenie i ozdabianie pierniczków.

Tutaj muszę wspomnieć, że jesteśmy pod wielkim wrażeniem, jak dom jest zarządzany przez Siostry Sercanki. Patrząc, jak wszystko jest czyściutkie, dziewczynki zadbane i radosne, aż trudno uwierzyć, że zajmują się nimi tylko 3 siostry. Siostra Anna, zawiadująca sierocińcem, to istny macierzyński anioł. Mimo wielu zajęć zawsze znajdzie czas, by wysłuchać każdą dziewczynkę, poznać jej problemy. Wszystkie siostry to takie anioły zesłane z nieba tym dziewczynkom. A jest w tej ich pracy bardzo dużo trudu, bo 60 dziewczynek to nie lada wyzwanie, do tego na głowie dom i cała infrastruktura. I często jakże niełatwe historie dziewczynek… Czasem tak ciężkie, że niejeden dorosły nie dałby rady dźwigać takich ciężarów. Dlatego właśnie napisałam, że wrażenia z wyjazdu są słodko-gorzkie. Ten smak goryczy zawarty jest w historiach dziewczynek i codziennych trudach życia w tym kraju.

Boliwia jest państwem bardzo ubogim, a w samej Cochabambie przestępczość jest duża, w tym porachunki karteli narkotykowych. Trzeba być bardzo ostrożnym i uważnym, i nie tylko zająć się dziewczynkami, ale też chronić je i uczyć, jak poradzić sobie późniejszym w życiu w tak wymagającym kraju. Zwłaszcza, że szanse na rozwój dla kobiet w Boliwii są bardzo małe. Dlatego tym bardziej trzeba tu z dumą podkreślić, że starsze dziewczynki w większości studiują, m.in.: farmację, pielęgniarstwo, księgowość, pedagogikę. Łączą naukę z dorywczą pracą, żeby móc opłacić czesne, a jednocześnie zajmują się małymi podopiecznymi w domu. Zuch dziewczyny! Jestem pełna podziwu dla nich, i dla sióstr.

Kończąc te wspomnienia z wyjazdu chciałabym wszystkich serdecznie zaprosić do wspierania domu dla dziewcząt w Cochabambie. Jest to naprawdę święte miejsce, gdzie wysiłek i serce sióstr opiekujących się dziećmi przynoszą piękne owoce. Pracy jest dużo i tak, więc odciążenie sióstr od zamartwiania się o byt byłoby wielką pomocą, a także wsparciem dziewczynek w nauce i rozwoju. To wspaniałe dzieciaki, które na starcie zostały pozbawione tego, czego każde dziecko potrzebuje do rozwoju – bezpiecznej i kochającej rodziny. Pomóżmy im i siostrom pielęgnować ten dom w Cochabambie. Datki można przesyłać na konto Misji Sercanów, albo przez oddanie 1,5% podatku na dom w Cochabambie. Z serca proszę i dziękuję! Warto!

Luiza Chrzanowska