Marzena Półka: Pojechałam na pielgrzymkę „Śladami Świętej Matki Teresy z Kalkuty” z pewną dozą nieśmiałości, bo wydawało mi się, że moja wiara jest zwyczajna, może nawet mniejsza niż ziarno gorczycy, stąd też nie wiedziałam czy podołam trudom pielgrzyma. Na miejscu, już pierwszego dnia, mieliśmy różne przeżycia i słabości. Najbardziej z pielgrzymki utknęła mi w pamięci niedziela spędzona na misji polsko-włosko-albańskiej w Boriç.
Barbara Szczepkowska: Niesamowita była dla mnie Msza Święta w placówce Sióstr Misjonarek Miłości w Szkodrze, która odbyła się wśród ciemności i ciszy, po gwarnym dniu pełnym wydarzeń. To był pierwszy moment pielgrzymki, w którym namacalne wręcz stało się poczucie wspólnoty. Wzruszała modlitwa przy świetle świec i pieśni śpiewane prawie szeptem, ze świadomością, że obok siostry przygotowują do snu swych podopiecznych – ludzi najciężej chorych, często odrzuconych przez wszystkich innych, wykluczonych, którzy jedynie u sióstr znaleźli schronienie i miłość.
Wiesława Szymańska: Niezwykle przejmująca była opowieść księdza Mariana, który wspomniał swoje dzieciństwo, kiedy to jako biedny, bosy, brudny i głodny chłopak z gór trafił do misji, gdzie otrzymał bezpieczne schronienie i wszystko, czego potrzebował. I kiedy jako młodzieniec zaczął się zastanawiać nad dalszym życiem pomyślał, że najbezpieczniej będzie pójść do seminarium. Zwątpił, kiedy przełożeni zaczęli opowiadać coś o powołaniu i o tym, że Chrystusowi trzeba oddać wszystko, co się posiada. Nie miał pojęcia, co to jest to powołanie, a żadnego majątku, czy nawet czegokolwiek do oddania, nie posiadał.
Przeczytaj więcej o pielgrzymce do Macedonii Północnej: